02.04.2020
r.
Temat dnia : Witamy powracające ptaki.
1. Zabawy ruchowe, naśladowanie chodu, i głosu zwierząt - Wyprawka, karta nr 2
2. Opowiadanie "Tajemniczy
lot" Maciej Bennewicz
Czy to już wiosna? – Ada każdego
dnia od kilku tygodni nieodmiennie zadawała to pytanie i słyszała odpowiedź, to
od mamy, to od babci, to znów od wujka Alfreda: – Jeszcze nie, kochanie, jak
wiosna przyjdzie, to pierwsza się o tym dowiesz.
Wreszcie pewnego dnia Alfred stwierdził, że czas najwyższy uspokoić Adę
i wyruszyć na poszukiwanie wiosny. Po prostu należy wyjść jej naprzeciw. W tym
celu należało przygotować się jak na prawdziwą wyprawę. Do ekipy dołączyła
babcia, pies Dragon i oczywiście Adam. Przygotowano prowiant, termosy z ciepłym
piciem, plecaki, nieprzemakalne peleryny, ciepłe buty, czapki i wiatroszczelne
kurtki. Dzieci sądziły, że będzie to najzwyczajniejsza wycieczka do parku,
jakich odbyły już wiele. Wpatrywanie się w gałęzie drzew w poszukiwaniu
pierwszych pąków, przyglądanie się młodej trawie i takie tam, zwyczajne
poszukiwanie zieleni, kwiatów oraz liści. Tymczasem jeszcze przed świtem pod
blok, w którym mieszkali, w zupełnej ciemności podjechał wielki samochód
terenowy i to z przyczepą. Własność kolegi wujka Alfreda, pana Jarka. Nikt
niczego nie mówił, nikt nic nie zdradził. Jechali bardzo długo, aż Dragon
zasnął, oparłszy głowę na kolanach babci.
O świcie, kiedy czerwona tarcza
słońca wychyliła się zza horyzontu, znaleźli się na oszronionej łące. Na środku
stała grupka ludzi wokół czegoś, co Adzie wydało się wielkim smokiem. Smocze
cielsko poruszało się, falowało, jakby pęczniało, z pyska co jakiś czas buchał
płomień. Ludzie ciągnęli liny jakby starali się ujarzmić bestię, pochwycić w
gigantyczną sieć i nagle, zanim Ada zdążyła cokolwiek powiedzieć, smok wstał.
Był ogromny, wyprężył grzbiet i zakołysał się cały.
− Oto nasz pojazd, którym będzie podróżowali w
poszukiwaniu wiosny – oznajmił wujek Alfred.
− Latający smok? – spytała niepewnym głosem Ada.
− Balon! – Zakrzyknął Adam – będziemy lecieli balonem!
Hurra!
− Owszem balon – potwierdził Alfred – a to jest
nasz pilot, pan Marceli – dodał przedstawiając wysokiego pana z długą,
rudą brodą.
Po krótkiej naradzie zdecydowano, że Dragon, choć pies
spokojny i stateczny, pozostanie na ziemi z panem Jarkiem.
W czasie lotu balonem psisko mogłoby się zdenerwować i próbować
wyskoczyć – Dragon przecież nigdy jeszcze nie oderwał się od ziemi.
Reszta ekipy weszła do obszernego, wiklinowego kosza,
który był podwieszony pod balonem. Na środku pod otwartą czaszą balonu wisiał
zbiornik z paliwem i coś w rodzaju palnika, który od czasu do
czasu buchał ogniem, co Ada wzięła za smocze płomienie. Dzięki podgrzewaniu
powietrze w balonie robiło się coraz lżejsze i dzięki temu balon
zaczął się unosić. Pomocnicy pana Marcelego puścili liny. Dragon wesoło
zaszczekał, a pan Jarek pomachał czapką na pożegnanie.
Wzbijali się wyżej i wyżej. Po chwili z balonu
widać było czubki drzew, a ludzie na polanie wyglądali jak małe figurki.
Niebo najpierw zrobiło się bladoróżowe, a potem rozświetlił je fiolet
i czerwień. Po chwili stało się błękitno-złote.
− Niebo wygląda jak suknia księżniczki – powiedziała
Ada.
– A słońce jak wielki kapelusz – dodał Adam.
W ślad za balonem, na ziemi, łąkami ruszył pan Jarek
w swoim samochodzie terenowym. Z góry wyglądał jak mała zabawka
Adasia na zielonobrązowym dywanie. Po chwili usłyszeli głos
w krótkofalówce. Pan Marceli, pilot balonu wydawał krótkie komendy i co
chwila powtarzał: odbiór. Odwiesił krótkofalówkę i wyjaśnił, że pan Jarek
z ziemi będzie śledził ich lot, żeby potem, już po lądowaniu, odebrać
pasażerów i pomóc zwinąć ogromną płachtę balonu.
− Lecimy o świcie, gdyż wtedy są słabe prądy
powietrza. Nie ma porywistych wiatrów i balon może spokojnie sunąć po
niebie na poszukiwanie wiosny – wytłumaczył wujek Alfred i dodał
wzruszonym głosem najwyraźniej zachwycony oszałamiającym widokiem, podobnie jak
pozostali pasażerowie. – Słyszycie jaka cisza?
Wiatr lekko muskał ich policzki, było rześko,
delikatny mróz szczypał w buzie. W dole mijali ogromne połacie
zieleniejących łąk. W wielu miejscach leżał jeszcze śnieg. W oddali
widać było kominy wiejskich domów, z których unosił się dym. Ludzie
w środku przygotowywali śniadania, palili w piecach, przygotowywali
się do pracy, dzieci szykowały się do przedszkoli i szkół. Balon sunął po
niebie w zupełnej ciszy. Niekiedy tylko buchał nad nimi płomień
i trzeszczała krótkofalówka. Pilot Marceli co jakiś czas odzywał się do
pana Jarka: że idą obranym kursem, że wszystko w porządku, że humory
dopisują. Pytał czy balon jest widoczny z ziemi, czy pan Jarek nie traci
go z oczu oraz, na prośbę babci, jak się ma Dragon. Domy, ulice, samochody
i pola wyglądały jak pokój z zabawkami.
I wtedy zobaczyli wiosnę. Od strony wschodzącego
słońca w ich stronę ciągnął klucz wielkich ptaków. Wujek podał dzieciom
lornetkę, lecz z każdą chwilą ptaki były coraz bliżej i bliżej, więc
w końcu widać je było gołym okiem. Klucz okrążył czaszę balonu
i przeleciały tak blisko, że niemal słychać było szum ich ogromnych
skrzydeł.
− Już wiosna – oznajmił pan Marceli. – Kiedy
z południa na Mazury lecą czaple, za nimi podąża wiosna. Zawsze tak jest
w połowie marca. Najdalej za tydzień, góra dwa w lasach i na
łąkach wszystko się zazieleni. Pierwsze są jednak skowronki, one przylatują
najwcześniej, nawet kiedy jeszcze są mrozy. Skowronki to malutkie szaro-brązowe
ptaszki, wielkości wróbelka, pięknie śpiewają. Samce skowronków, czyli panowie,
przylatują do Polski czasem już w lutym, żeby założyć gniazda,
a dopiero w marcu przybywają ich żony. Wtedy składają jajka, żeby
wychować młode ptaszki.
− A czaple? – spytał Adam – też były szare.
− Tak jest, to były czaple siwe – potwierdził pan
Marceli. – W czasie lotu rozpoznaje się czaple po wygiętej w kształt
litery „S” szyi oraz długich, wystających poza ogon, nogach. Czaple są drugie.
− Trzecie w kolejności przylatują jaskółki, dopiero w
kwietniu. Mówi się, że wraz z jaskółkami przychodzi prawdziwa, zielona, bujna
wiosna. Od ich przylotu wystarczą dwa, trzy dni dobrej pogody i zieleń wybucha
jak oszalała.
− Co to znaczy, że wiosna wybucha? – spytała Ada.
− To znaczy, że czasem w ciągu jednej nocy pączki na
drzewach i krzewach zmieniają się w liście, a drobne listki w bujne korony
drzew. Zaczynają kwitnąć żarnowce. Są piękne, ciemnożółte. Wraz z nimi kwitną
magnolie o wielkich mięsistych kwiatach. Bywają magnolie białe, czerwone,
różowe i fioletowe. To wspaniałe rośliny, bardzo je lubię – stwierdził pan
Marceli – dlatego mojej córeczce daliśmy na imię Magnolia.
− Lecz wcześniej są przebiśniegi i pierwiosnki –
dodała babcia. – Łatwo zapamiętać, gdyż ich nazwy oznaczają początek wiosny.
Przebijają się przez resztki śniegu, są pierwsze na wiosnę. W ślad za nimi
rozkwitną krokusy, a sosny zaczną otwierać swoje szyszki. W domu pokażę wam w
albumie magnolie, przebiśniegi i pierwiosnki.
− I krokusy – dodała Ada.
− I krokusy. – zgodziła się babcia. – A magnolię
będziemy podziwiali przed naszym domem. Pokażę wam, gdy zakwitnie. Co roku ma
piękne bladoróżowe kwiaty.
− A te małe ptaszki, widzicie? – pan Marceli wychylił
się z kosza, wskazując palcem na zbliżające się ptaki – to trznadle. Są większe
od skowronka i mają żółte łebki i brzuszki. Skowronki i trznadle to nasze
polskie ptaki. Rzadziej się o nich mówi, bo najbardziej popularny jest bocian,
ale występują na polach i łąkach bardzo licznie. Te przed nami pewnie wracają z
zimniejszych okolic do cieplejszej Polski. Jak są trznadle to znaczy, że wiosna
jest tuż tuż.
Wujek podał dzieciom lornetkę, dzięki której mogły
dokładnie przyjrzeć się przelatującym ptaszkom.
Po chwili balon zaczął się obniżać. Z krótkofalówki
dochodził głos pana Jarka oraz poszczekiwania Dragona. Pierwszy głos
nakierowywał pilota na właściwe miejsce lądowania, a ten drugi – psi – oznaczał
podniecenie z powodu zbliżającej się ogromnej kuli, która zniżała się ku
polanie, błyskając ogniem.
Wylądowali. Kosz delikatnie stuknął o ziemię,
podskoczył do góry, a następnie pilot precyzyjnie posadził go na samochodowej
przyczepie jakby stawiał filiżankę na spodku.
Jakież było następnego dnia zdziwienie w zerówce, gdy
dzieci, na prośbę pani, namalowały farbami wiosnę, a na obrazkach Ady i Adama
widniały balony, czaple siwe i magnolie. Ada i Adam opowiedzieli o swojej
przygodzie i spotkaniu klucza czapli, które ciągnęły za sobą wiosnę. Adam
pokazał album z ptakami i trzy zwiastuny nadchodzącej wiosny: skowronki, czaple
i jaskółki. Ada natomiast w swoim albumie zaprezentowała przebiśniegi,
pierwiosnki i magnolie oraz oczywiście krokusy.
Panie skowronku
skąd pan leci?
Z daleka
lecę, a za mną czaple.
Czaplo,
czaplo w słońcu się świecisz.
Za mną jaskółki lecą i trznadle.
A kim są
trznadle? To ptaszki małe,
Z którymi
wiosna do nas przybywa.
Wybuchnie
zaraz tak okazale,
że resztki
zimy wnet powyrywa.
Pytania do tekstu:
1. Jakie ptaki wracały na wiosnę?
2. W jakiej kolejności przylatują ptaki na wiosnę?
2. W jakiej kolejności przylatują ptaki na wiosnę?
3. Czy zapamiętaliście jak wygląda czapla, skowronek i
trznadel?
4. Co to znaczy, że wiosna „wybucha”? Czy pamiętacie,
które kwiaty są oznaką wiosny?
5. Jaki kwiat rośnie przed domem babci?
Jeśli dzieci mają trudność z odpowiedzią na niektóre
pytania, można odczytać odpowiedni fragment powtórnie, akcentując wybrane
treści.
3.„G jak globus” – prezentacja litery w wyrazie – Rodzic prosi dziecko aby wyklaskało
słowo globus zgodnie z analizą sylabową: glo-bus. Dziecko liczy sylaby w
wyrazie. Dziecko proponuje inny gest, który pozwoli łatwo pokazać podział na
sylaby, np. tupanie, dotykanie podłogi jednym palcem. Następnie
dziecko dzieli wyraz na głoski i układa jego model z klocków niebieskich
(spółgłoski) i klocków czerwonych (samogłoski). Dziecko przelicza głoski.
Rodzic może zaprezentować sposób pisania liter „G , g” . Prosi dziecko,
by napisało tę literę palcem na podłodze i w powietrzu, mamie na plecach
wypowiadając głoskę g z różną intonacją. Zwraca uwagę dzieci na kierunek
pisania litery oraz na jej miejsce w liniaturze. Dziecko układa literę „G, g”
na dywanie ze sznurówki,
z ntki itp.
KP str. 32 i
39
4. "Gdzie się schowało G?"- Wyszukaj w mieszkaniu wszystkie przedmioty, w których nazwie znajduje się
głoska „g”.
Dziecko słucha zagadek matematycznych, wykonuje
obliczenia przy użyciu fasoli (lub innych liczmanów) i talerzyka. Rodzic mówi: Za chwilę przeczytam powoli wiersz, który
pomoże nam w dodawaniu. Twoim zadaniem jest położenie na talerzyku tyle fasolek
ile kwiatów pojawi się we fragmencie wiersza. Zwróć uwagę na pytania, które
mówią o obliczeniach. Wtedy będziemy wspólnie liczyć, ile kwiatów – fasolek
zebraliśmy.
Przyszła wiosna do lasku
Z kluczykiem przy pasku.
A te kluczyki brzęczące
To kolorowe kwiaty pachnące.
Rosną tu trzy zawilce i trzy krokusy.
Oblicz proszę, ile kwiatków wyszło
Spod zimowych pierzynek ?
Stąpa wiosna po łące.
Zbiera kwiaty pachnące.
Ma trzy stokrotki, cztery tulipany.
Powiedz, z ilu kwiatków
Zrobi wiosna bukiet pachnący?
Chodzi wiosna po lesie.
Promyki słońca w koszach niesie.
Dwa kosze ma dla kwiatków,
Trzy dla trawki,
Trzy dla leśnej zwierzyny.
Ile koszy przyniosła wiosna dla leśnej rodziny?
6. Ptaki wiosną- co robią ptaki po przylocie do kraju


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz